Plan początkowo był taki, żeby pojechać do Bakczysaraju i tam przenocować (zostały nam dwie doby do odjazdu).
Jednak okazało się, że z Jałty do Bakczysaraju jeżdżą dwa autobusy dziennie, które właśnie nam uciekły.
Wpadłem na pomysł, żeby udać się do Symferopola i stamtąd pojechać z samego rana do Bakczysaraju.
Symferopol jest miastem tranzytowym, stamtąd odjeżdżają autobusy praktycznie wszędzie, więc nie było problemu z dostaniem się w upragnione miejsce.
Bakczysaraj jest tą "dziką" częścią Ukrainy, zbliżoną kulturowo bardziej do Azji niż Europy.
Widać to po zabudowaniach, strojach, kuchni.
Warto dodać, że okolice Bakczysaraju to stepy. Piaszczyste bezdroża, z nieliczną roślinnością.
Z centrum miasta busem dojeżdżamy do monastyru Zaśnięcia NMP wykutego w skale. Później spacerkiem udajemy się do skalnego miasta - Czufut Kale.
Wykute w skale pomieszczenia robią wrażenia. Miasto jest świetnie zachowane mimo, że liczy sobie kilkaset lat. Spacer zajmuje nam praktycznie cały dzień.
Ostatni miejscem jest Pałac Chanów Krymskich. Pałac ładny, ciekawy. Ale zwiedzanie z przewodnikiem to nie jest moja ulubiona forma. Zwłaszcza, że mówią po rosyjsku lub ukraińsku.
Zwieńczeniem dnia jest obiad w tamtejszej restauracji, wszyscy siedzą po turecku, na poduchach, a głównym składnikiem wszystkich dań jest baranina :)