Dostalismy pozwolenie na 6 dniowy treking przez Laguna Verde (lezaca u podnoza Pico Humboldta - i tam postanowislismy sie udac... z planem, ze i tak podejdziemy pod szczyt najwyzej jak tylko sie da (poki bedzie to bezpieczne ;)
dzien 1
Ruszamy z La Mocuy (granica parku Sierra Nevada) i caly dzien maszerujemy przez deszczowy las tropikalny do Laguny Coromoto. Las ten jest niesamowicie zielony, gesty i mokry! Gdy sciezka, ktora idziemy sie zweza, tak ze nie sposob przejsc nie ocierajac sie o gesta sciane roslin po bokach, jestem caly mokry od wody z lisci - jak bym przeszedl pod prysznicem :)
Po 5 godzinach marszu przez ten nieasamowity las docieramy do naszej laguny (juz za granica lasu), gdzie rozbijamy pierwszy oboz. Gotujemy makaron i pieczemy podplomyki na ognisku. Idziemy spac wczesnie - ok 8 - bo od ok 6.30 robi sie tu juz ciemno i troche chlodno.
dzien 2
Droga do Laguny Verde prowadzi glownie przez teren skalisty, choc nadal bujnie pokryty roslinami oraz licznymi strumykami i wodospadami. Wraz ze wzrostem wysokosci (Laguna Verde znajduje sie na ok 4tys m. n.p.m.) wyraznie odczuwamy zmiane temaperatury - tu juz trzeba zalozyc swetry lub polary.
dzien 3
Deszcz, ktory zaczal juz padac w nocy trzyma nas w namiotach az do poludnia (kiedy na chwile wyszedlem z namiotu mialem wrazenie jak bym znajdowal sie wlasnie w chmurze z ktorej pada - w kilka sekund bylem caly przemoczony)
Kiedy w koncu przestalo padac wyszlismy tylko na mala wycieczke, aby zaplanowac ktoredy bedziemy podchodzic pod Humboldta. Wyraznie widzielismy jego szczyt i lodowiec zaraz pod nim. Lodowiec, ktory uniemozliwi wejscie nam na sama gore - nie mielismy rakow, wiec za cel postawilismy sobie podejscie pod jego granice!
dzien 4
Atak na szczyt (a wlasciwie to na lodowiec pod szczytem ;) zaczelismy ok 10 - dosc pozno, ale droga nie wydawala sie dluga. Poczatki byly proste, ale im wyzej tym przejscie kolejnych 100 metrow stawalo sie nielada wyzwaniem! I to nie dlatego, ze podejscie bylo trudne (techniczne), ale wysokosc, a co za tym idzie mniejsze cisnienie i duzo mniejsza ilosc tlenu w powietrzu robi jednak swoje. 100 metrow marszu i musialem przystanac na kilka glebszych oddechow, aby miec sile isc dalej!
Gdy po 5 godzinach doszlismy z Pawlem pod lodowiec (ok 4800 m. n.p.m.) bylismy wyczerpani, ale i szczeliswi, ze udalo sie osiagnac zamierzony cel :)
Po powrocie do naszego obozu zregenerowalismy sily cieplym posilkiem (makaron z sosem bolonskim) i postanowilismy ruszyc w dorge powrotna (do laguny Coromote) - Troche mieslimy dosyc tego miejsca, gdzie zaraz po zachodzie slonca (ok 18) robilo sie dosc zimno! Przy swietle czolowek ok 21 bylismy na miejscu.
dzien 5
Rano obudzilo nas mile sloneczko, z ktorego skorzytalismy leniac sie do godziny 12 ;) Tego dnia czekalo nas juz tylko ok 3 godzinne zejscie przez las deszczowy i powrot do Meridy
0 komentarze:
Prześlij komentarz