niedziela, 18 lipca 2010

Refuge de Aig. du Gutter

 Pobudka o 4 rano. Mielismy nadzieje, ze o tek wczesnej porze, zmarzniety po nocy, kuluar nie bedzie zbyt aktywny. Teoria jednak nie sprawdzila sie w praktyce - ponad pol godziny spedzilismy przyklejeni do skaly, kiedy za glowami swistaly nam kamienie. W koncu trzeba bylo podjac ryzyko, nie chcieliśmy spedzic tu pol dnia. Wyczekalismy moment, w ktorym lawina kamieni wydawala sie najmniej grozna, poprawilismy paski od rakow, czekan w reke i "sprint" na druga strone! Udalo sie! Jeden kamien trafil w plecak, inny odbil sie od kasku (bez niego ani rusz w tym rejonie!!) Cala czworka przeszla bez wiekszego uszczerbku na zdrowiu, wiec mozemy wspinac sie dalej :)
Pozostala czesc drogi do samego schroniska Refuge de Aig. du Gutter to trzy godziny ostrego podejscscia o trudnosciach naszej Orlej Perci. Prawie na calej dlugoscie wejscie zabezpieczone jest stalowymi linami, do ktorych mozna sie wpiac lonza.
Do schroniska nie wchodzilem. Mimo ze oficjalnie jest tam zakaz rozbijania namiotow, to spora grupa wspinaczy, tak jak my, kopie platformy i rozstawia namioty. Trafilismy na piekna, sloneczna pogode, wiec tego dnia opalalismy sie lezac bez koszulek na karimatach na lodowcu :) Po poludniu wyszlismy na maly rekonesans - zobaczyc gdzie sa szczeliny i jak je ew. obejsc.
Pozornie niegroznie wygladajace pekniecie lodowca, jednak gdy zagladasz w glab (kilkanascie metrow glebokosci!), przechodza ciarki po plecach.
Atak szczytowy zaplanowalismy na dzien nastepny, pobudka o polnocy, wiec dzis idziemy wczesnie spac.

0 komentarze:

Prześlij komentarz