Ponieważ idziemy we trzech wiążemy się wszyscy jedną lina. Ja jestem na prowadzeniu, w środku Mirek, z tyłu idzie Andrzej. Znajdujemy się w odstępach ok 6-8 metrów. Gdy ruszamy jest już pierwsza w nocy. Nasza trójka to jak narazie jedyna ekipa na szlaku do szczytu. Idziemy w świetle czołówek. Zdobycie szczytu Dome du Guter (4304m) to tylko rozgrzewka. Kawałek płaskiego terenu i po chwili ostro w górę do Refuge Bivouac Vallot (4362m). Ale prawdziwe trudności dopiero maja się zacząć :) Schron Vallot jest tylko schronem ratunkowym - nieduży blaszak, w którym można przeczekać załamanie pogody, w czasie której chodzenie po lodowcu byłoby zbyt niebezpieczne. Robimy tu 5 minutowy odpoczynek i ruszamy dalej. Za naszymi plecami pojawiają się już światła czołówek kolejnych śmiałków atakujących dziś najwyższy szczyt Alp. Przed nami najtrudniejsze podejście, teraz już będzie ostro pod góre aż do samego szczytu. Gdy wychodzimy na grań zaczyna mocno wiać. Grande les Bosses jest najniebezpieczniejszym odcinkiem podczas zdobywania Mont Blanca. Wąska grań, a po jej obu stronach kilkusetmetrowe przepaście.
Przed szczytem znajdujemy fragment płaskiego terenu. Postanawiamy tu chwilę posiedzieć, aby nie być na wierzchołku za wcześnie, przed wschodem słońca. Boimy się, że silny wiatr w połączeniu z mrozem zmusi nas do rozpoczęcia zejścia jeszcze po ciemku i nici z pięknych widoków. Jednak nawet tu jest tak zimno, że skuleni i owinięci foliami NRC pomału zamarzamy, więc szybko rezygnujemy z postoju. Idziemy dalej, mimo panującego mroku.
Szczyt zdobywamy o godzinie 5:23 dnia 19 lipca 2010 r.
Albo już tak nie wieje, albo z tych emocji nie odczuwam zimna :) Robimy pamiątkowe zdjęcia, a po chwili obserwujemy wschód słońca nad szczytami Alp, z najwyzszej góry w Europie :)
0 komentarze:
Prześlij komentarz